Przejdź do treści
Fundacja Wioski
Wróć do bazy wiedzy

Macierzyństwo

Matrescencja - co dzieje się, kiedy stajesz się matką

Stawanie się matką to nie faza, tylko transformacja - mózgu, ciała, tożsamości i relacji.


Mama trzymająca śpiące niemowlę na rękach

Jest słowo na to, co przeżywasz. Brzmi: matrescencja. Większość z nas słyszy je pierwszy raz długo po tym, jak zostaje matkami - i to nie przypadek. Bez nazwy trudno o czymś mówić, trudno prosić o pomoc, trudno to w sobie poukładać. Jak zwraca uwagę badaczka dr Aurélie Athan, dopóki nie mamy słowa na swoje doświadczenie, zostaje ono nienazwane - a więc i bez wsparcia.

Czym jest matrescencja

Matrescencja to proces stawania się matką. Zmienia mózg, ciało, emocje, tożsamość, relacje. Nie jest fazą. Nie jest przejściem, które się kończy. Zmiany, które zachodzą, nie są tymczasowe - to transformacja, z której nie wraca się do „siebie sprzed". Powstaje nowe ja.

Najbliższe porównanie, jakie znamy, to dojrzewanie. Adolescencję nazywamy, opisujemy, uprzedzamy o niej nastolatków i ich rodziców. O matrescencji - milczymy. A skala zmiany jest podobna.

Co dzieje się z mózgiem i ciałem

„Mom brain" - roztargnienie, gubienie słów, zapominanie - bywa traktowane jak deficyt. W rzeczywistości to przebudowa. Mózg matki reorganizuje się tak, żeby inaczej rozkładać uwagę i priorytety. Nie tracisz siebie. Zaczynasz przetwarzać świat inaczej.

Część tych zmian zostaje na długo. Komórki dziecka pozostają w ciele matki latami po porodzie - macierzyństwo nie jest „etapem", z którego się wychodzi. Jak mówi neurobiolożka dr Jodi Pawluski, zmienia mózg równie mocno jak dojrzewanie - tylko nikt tego matkom nie mówi.

Ambiwalencja jest normalna

Można kochać swoje dziecko całym sobą i jednocześnie tęsknić za sobą sprzed. Można być wdzięczną i przytłoczoną w tej samej godzinie. To nie jest sprzeczność ani powód do wstydu - to natura przejścia, w którym jedno życie się domyka, a drugie zaczyna. Ambiwalencja nie znaczy, że robisz coś źle. Znaczy, że jesteś w środku zmiany.

Dlaczego nikt cię nie uprzedził

Słowo „matrescencja" nie jest nowe - ukuto je dekady temu. A mimo to wciąż brzmi obco. To nie jest twoja luka w wiedzy - to luka w tym, o czym mówi się głośno.

Wsparcie okołoporodowe kończy się zwykle po kilku tygodniach. Reszta dzieje się sama, po cichu, w domu. Uczymy dzieci, że każda emocja jest ważna i ma prawo się pojawić - a matkom mówimy „dasz radę". To samo doświadczenie, które u dziecka nazwalibyśmy trudnym i wymagającym troski, u dorosłej kobiety zbywamy jednym zdaniem.

Co pomaga

Nazywanie. Samo słowo „matrescencja" zdejmuje część ciężaru - bo to, co ma nazwę, przestaje być twoją osobistą wadą.

Wspólnota. It takes a village - dziecko wychowuje cała wioska. Matka też tej wioski potrzebuje. Rozmowa z kimś, kto jest w tym samym miejscu, robi czasem więcej niż niejedna rada.

Troska zamiast optymalizacji. Nie musisz być „najlepszą wersją siebie". Zadbana matka daje dziecku więcej niż matka idealna i wyczerpana.

Proszenie o pomoc. Nie jako ostateczność, ale jako część planu. Prośba o pomoc nie jest dowodem, że sobie nie radzisz - jest dowodem, że rozumiesz skalę tego, co się dzieje.

Na koniec

Nie wrócisz do „siebie sprzed". Ale to nie jest strata - to nowe ja, które dopiero się układa. Daj sobie tyle czasu, ile naprawdę potrzeba. I cokolwiek czujesz po drodze - nie jesteś w tym sama.

Portret Soni Szafrańskiej

O autorce

Sonia Szafrańska

prezeska fundacji, właścicielka poradni psychologiczno-pedagogicznej

Materiały

Chcesz czytać dalej?

Matrescencja to jedno z haseł naszego słownika macierzyństwa. Kolejne - i więcej materiałów dla rodziców - znajdziesz w naszej bibliotece.


Powiązane materiały

Czytaj dalej

Wkrótce uzupełnimy tę sekcję o kolejne artykuły z bazy wiedzy.